Pierwszy pelny dzien w stolicy Kambodzy, Phnom Penh uplynal nam niezwykle pouczajaco, a z politologicznego punktu widzenia niemal pasjonujaco. Niestety, zarazem mocno przygnebiajaco. Odwiedzilismy bowiem miejsca kazni po jednym z najstraszniejszych rezimow totalitarnych XX wieku, czyli wladzy Czerwonych Khmerow, ktorzy panowali w Kambodzy w latach 1975-styczen 1979. Najpierw troche historii.
Kambodza, ktora byla jednym z bogatszych krajow Azji Poludniowo-Wschodniej, po uzyskaniu niepodleglosci w 1954 roku, zostala uwiklana w konflikt wietnamski. Z jednej strony komunisci mieli tam swoje bazy, z drugiej - Amerykanie ostrzeliwali szlaki przerzutowe komunistow. W koncu, w 1970 roku doszlo do prawicowego zamachu stanu generala Lon Nola, ktory byl sponsorowany przez milujace demokracje USA. W rezultacie, kraj pograzyl sie w chaosie, a coraz wieksza popularnosc zdobywali wlasnie komunistyczni bojownicy, ktorzy nazwali sie Czerwonymi Khmerami. Niektorzy z nich ksztalcili sie we Francji, skad przywiezli skrajnie maostowskie poglady. Nieprawda jest jednak, czesto popularyzowany fakt, ze lider bojownikow, pozniejszy Brat Numer 1, Pol Pot, byl jakos szczegolnie ksztalcony. Studiowal wprawdzie na Sorbonie, ale tylko przez chwile. Od poczatku interesowala go bowiem dzialalnosc polityczna.
Celem programu Czerwonych Khmerow byla chec uczynienia z kraju totalnej autarkii. Chodzilo o calkowite oderwanie sie od swiata i zafundowanie spoleczenstwu rozwoju w oparciu wylacznie o wlasne sily rozwojowe. Ostatecznie, komunisci przejeli wladze w kwietniu 1975 roku. Wkrotce potem dokonali niesamowitej transformacji na niespotykana wczesniej, nawet w swiecie komunistycznym, skali. Zlikwidowali rynek, pieniadze, religie, burzyli zabytki, czyscili kraj z mniejszosci etnicznych. Wszystko mialo byc podporzadkowane Organizacji, czyli kolektywowi partii, lacznie z rodzina, a nawet seksem.
Ostatecznie, w styczniu 1979, do Kambodzy weszly wojska wietnamskie i zainstalowaly powolny sobie rzad. Czerwoni Khmerzy wrocili do dzungli. Wiekszosc z nich nie zostala nigdy osadzona. Spolecznosc miedzynarodowa rowniez umyla rece. Zawiazala sie nawet egzotyczna koalicja komunistycznych Chin, ktore wspieraly Khmerow oraz USA, ktore wspieraly Chiny wbrew Wietnamowi, ktory trzymal z ZSRR. Troche to zawile, ale w tych zawilosciach niestety kompletnie nie liczyl sie czynnik ludzki. W rezultacie wymordowane w przeciagu 3,5 roku przynajmniej 1/3 mieszkancow Kambodzy. Ci na kazdym miejscu podkreslaja, ze niemal kazda rodzina ucierpiala na dyktaturze. Albo dzieci przylaczaly sie do odzialow, albo mordowano ludzi na slynnych Polach Smierci, albo juz pozniej ludzie ulegali okaleczeniom na wskutek pozostalych po wojnie min przeciwpiechotnych. Sporo takich kalek chodzi ulicami Phnom Penh i prosi o jakiekolwiek wsparcie.
Podczas naszego zwiedzania bylismy w slynnej katowni Czerwonych Khmerow,Tuol Sleng (a konkretnie wiezieniu pod kryptonimem S-21), gdzie przetrzymywano i torturowano wiezniow. To dawne liceum okazalo sie symbolem rzezi Czerwonych Khmerow. Do dzisiaj sa tam prycze wiezienne, malutkie cele oraz narzedzia tortur (noze, imadla, oprzyrzadowania do wyrywania paznokci itp.). Liczne zdjecia w rozmaitych salkach, ktore zapewne malo sie zmienily, tak bardzo sa betonowo surowe, mieszcza chociazby ekzpozycje zdjec. Sa na nich zarowno ofiary, jak i kaci. Co ciekawe, jedni drudzy, jak to zwykle bywa, byli zwyklymi ludzmi. Z sasiedztwa. Kambodza przyjela generalnie polityke przbaczenia i amnestii, stad dawni oprawcy i ich ofiary czesto zyja obok siebie. Ale takie memorialy, jak Tuol Sleng oraz instytucje, ktore zbieraja dane o okrucienstwach Czerwonych Khmerow, maja dowodzic, ze chodzi o przebaczenie i nowa integracje, ale oparta na prawdzie i wyznaniu grzechow. Doznania ze zwiedzania byly tak silne, ze przechodzac przez kolejne cele naglezobaczylismy, jak jedna z kobiet nie wytrzymala i wyszla z placzem. Do tego stopnia nie mogla sie otrzasnac.
W Tuol Sleng przetrzymywano wiezniow, glownie pochodzenia inteligenckiego, ale i dawnych dygnitarzy rzadu Lon Nola, a potem takze przedstawicieli Czerwonych Khmerow, ktorzy dostali sie tam w wyniku czystek wewnatrzpartyjnych. Pretekstem do zamkniecia moglo byc chocby noszenie okularow. W nowym panstwie preferowani byli bowiem chlopi. Niektorzy by ominac wiezienie wspinali sie na drzewo, by tylko udowodnic, ze maja sluszne pochodzenie.
W Tuol Sleng obejrzelismy tez film slynnego kambodzanskiego rezysera Rithy'ego Panha, ktory w latach 90. byl nawet nominowany za inny film do Zlotej Palmy. Film opowidal prawdziwa historie rozlaczonej pary, w ktorej ona byla niesluszna spolecznie, a on byl partyjnym dygnitarzem. Ich milosna releacja odtwarzano na podstawie zachowanych listow. Oczywiscie, jak na kraj Orwella przystalo, uczucie to nie moglo doczekac sie happy endu. Oboje zostali zlikwidowani.
Spore wrazenie zrobily na nas takze malunki poszczegolnych tortur. Kilka osob, ktore zaledwie uniknelo likwidacji w Tuol Sleng, przezylo
m.in. dzieki talentom plastycznych, czy umiejetnosciom robienia zdjec. Jednak to obrazy sa dzisiaj czesto o wiele bardziej przerazajace niz zdjecia, ktore sa bardziej doslowne. Obrazy, na ktorych widac bylo chociazby mezczyzne, ktoremu szczypcami robiono rane, nastepnie traktowano substancjami zracymi, a obok czekal robak do polozenia, pozwalaly na uruchomienie wyobrazni i poczucie dreszcza przerazenia. Na filmie, ktory obehrzelismy, byla tez przerazajaca scena, w ktorej dawny straznik rozmawial z takim malarzem-wiezniem i potwierdzal dokumentacyjny charakter tych malowidel.
Po ciezkich torturach w S-21 wiezniowe, skrajnie juz wyczerpani, byli odsylani na slynne Pola Smierci (Killing Fields), gdzie masowo mordowano wiezniow. Ta makabryczna aktywnosc przypominala fabryczny tasmociag. Wiezniow mordowano od razu, ale z czasem juz nie nadazono i zostawiano sobie dokonczenie na nastepny dzien. Przynajmniej na poczatku starano sie tez wszystko ksiegowo ewidencjonowac. Szczegolnie brutalnie obchodzono sie z dziecmi, ktore byly rozrywane o drzewa. Czerwoni Khmerzy chcieli w ten sposob zapobiedz pozniejszym zemstom rodzinnym. W calym kraju jest okolo 380 takich Killing Fields. Na tym pod Phnom Penh zamrodowano ok. 16 tys. ludzi. Lacznie w calym kraju, podczas 3,5 rocznych rzadow Czerwonych Khmerow zabito prawie 2 mln ludzi. To na Killing Fiels w Phnom Penh znajduje tez jeden z najslynniejszych memorialow dotyczacych ludobujstwa. Slynny nasyp czaszek. Kto wie, czy nie wieksze wrazenie zrobily jednak zachowane oryginalne ubrania ludzi, ktorych sterte umieszczono pod czaszkami. To slad zycia, ktore skonczylo sie w makabrycznych cierpieniach. Czaszek sporo bylo zreszta takze w Tuol Sleng.
Majac nad soba powiew minionej tragedii i wdychajac niemalze unoszacy sie ciagle odor smierci, nie bylismy nawet w stanie zrobic za duzo zdjec. Kamil niemal nie wyciagnal kamery, filmujac ledwie kilka minut. Pewne wrazenia po prostu zostaja tylko w glowie.
Trzeba zobaczyc, nie mozna zapomniec.