Mandalay - szczegolowe info
Mandalay okazal sie o wiele ciekawszy niz pisano na blogach. To oczywiscie sporawe miasto z ruchem samochodowym i spalnkami zewszad, ale zarowno tutaj, jak i w okolicach mozna naprawde wiele zobaczyc. W samym miescie znajduje sie chociazby slynny posag Buddy Mahamuniego, ponoc najwierniejszej podobizny Oswieconego, przy czym sam mial nawet asystowac. To w Mandalay znajduja sie liczne stupy, ktore stanowia sklepienie dla komentarzy do Tripitaki, jednego z najwazniejszych tekstow buddyskich. Mowi sie, ze to najwieksza biblioteka na swiecie wyryta w kamieniach. Robilismy nawet maly konwerterek, zeby zliczyc liczbe dni potrzebnych do przeczytania calosci (idzie w setkach) i stron potrzebnych do napisania na papierze (idzie w dziesiatkach tomow, a kazdy mialby po kilkase stron). W poniedzialek mielismy super trip za miasto, gdzie widzielismy slynny, najdluzszy most tekowy na swiecie oraz do Mingun, gdzie znajduja sie pozostalosci po nie ukonczonej pagodzie jednego z birmanskich krolow. Mowi sie, ze to najwiekszta sterta gruzu na swiecie! Do dzisiaj, jezeli urzyje sie wyobrazi, to widac, jak mogla byc wspaniala. Wokolo rozposciera sie wstega rzeczna z malymi wysepkami, a wjazu do pagody pilnowac mialy dwa lwy, ktorych pozostalosciprzypominaja raczej jakies pokraczne slonie. Dzieki wycieczce zobaczylismy tez birmanskie wioski, ktore wygladaja jak dziesiatki lat temu. Mezczyzni ciagna wolu z drewianym oprzyrzadowanie, ludzie zyja w drewnianych chatkach. Generalnie cale zycie w Birmie toczy sie na ulicach. Tu sie handluje, bawi, je, myje, mozna pojsc do fryzjera. Sklepow tzw. zachodnich (z ubiorem, jedzeniem itp.) ciagle tu jeszcze malo. Ale wlasnie dlatego ogladamy Azje malo skazona. Komercji ciagle malo. Tylko w najbardziej hajtpowowych miejscach napadaly nas grupki handlarzy, ktorzy chwalili sie, ze oferuja wlasne wachlarze, czy malunki. Ale potem widzielismy je tez w innych miejscach. Niestety, oprocz kukielek, Birme opanowaly gifty z Chin, a kazda wioska w znanych miejscach turystycznych, jest niemal zaprzegana do handlu. Co ciekawe bardzo malo jest zebractwa, o wiele mniej niz w Indiach, to doslownie pojedyncze przypadki. Kazdy stara sie byc za to uzyteczny. Zamiast prosic o jalmuzne, wchodzac do swiatyni podczepia sie pod nas kto i zaczyna opowiadac o danym miejscu. Oczywiscie cel tego jest oczywisty. Donation. Na studia, na rodzine, na leki. To nie zebracza jalmuzna! Co ciekawe, jak Birmanczyk juz dostanie donacje, to zazwyczaj nie jest zadowolony. Niektorzy prosza o wiecej, ale wiekszosc, zwlaszcza mnichow, przyjmuje donacje ze stoickim spokojem. Skoro wiec daje sie pieniadze, to dlatego, ze chce sie pomoc i zrobic to z dobrego serca, a nie dlatego, zeby liczyc na wdziecznosc. To co uderza u Birmanczykow to pogoda ducha. Chociaz zyja w rezimowym kraju, to niemal wszyscy sie usmiechaja, so pomocni, staraja sie podejsc, porozmawiac, pozdrowic. Az strach pomyslec co bedzie, jak przyjdzie tu komercja. Z drugiej strony, koszt jaki ci ludzie placa za swoje odizolowanie od cywilizacji jest straszliwy. Dominuja ludzie biedni, klasy sredniej ciagle jeszcze jest bardzo malo. Bogatych kamienic, biurowcow niemal nie ma w ogole. Prawdziwy kontrast wyznacza bieda na ulicach i bogactwo swiatyn. Az dziw bierze, ze kultura, ktora wygenerowala takie cuda, wydala z siebie tak zbrodniczy rezim. Nasz numer przestaje obowiazywac. Na nowy musicie poczekac.Pozdrawiamy.