Piekny Bagan

Bagn robi ogromne wrazenie. Pomimo tego, ze dosc trudno sie tu dostac (co prawda droga z Mandalay to zaledwie 6 godzin, jednak z okolic Inle Lake to juz kilkunastogodzinny dramat w autobusie przystosowanym do przewozu wylacznie Azjatow, czyli osob wielkosci polowy standardowego Europejczyka), atmosfera tego miejsca wynagradza wszystko. Po raz pierwszy w historii naszej wyprawy mielismu na prawde dobre warunki noclegowe w stosunkowo rozsadnej cenie. W tym przypadku mozemy powiedziec, ze warto zaufac our pick z Lonely Planet :)
 
No coz... To bylo zupelnie inne doswiadczenie niz w posostalych czesciach Birmy. Z jednej strony oaza bialych ludzi: must see w podrozy po kraju; z drugiej - zapierajacy dech w piersiach dotyk oryginalu: blisko 3 tysiace swiatyn rozsianych na powierzchni kilkudziesieciu kilometrow kwadratowych. Do tego nieustanna obecnosc Natow - lokalnych duchow, ktore czesciej przeszkadzaja niz pomagaja, dlatego nalezy pamietac by od czasu do czasu zlozyc im drobne ofiary... Po dwoch dniach spedzonych pomiedzy stupami i pagodami mielismy poczucie, ze widzielismy juz wszystkie buddyjskie swiatynie swiata: najwieksza, najwyzsza, najmniejsza, hinduska (to chyba nie buddyjska...), etc. Dodatkowo niezwykle wrazenie robi zachod slonca: zarzace sie zlote zwenczenia stup, ludzie w ciszy przygladajacy sie zmiechchowi, przemykajace tu i tam male bryczki... Na prawde swietnym rozwiazaniem jest zwiedzanie Baganu na rowerze; jest czas na zajrzenie do warsztatu, w ktorym lokalersi wyrabiaja naczynia z laki, obejrzenie motywow buddyjskich malowanych na plotnach pokrytych piaskiem z pobliskiej Irrawaddy, potargowanie sie na straganach, gdzie sprzedaja antyki wyprodukowane w zeszlym tygodniu :) 
 
W drodze do Bagan spotkalismy (a jakze) dwojke Polakow z Warszawy, co (oczywiscie) wieczorem zostalo oficjalnie przypieczetowane dwiema butelkami Myanmar Whiskey na ich patio. Tutaj rowniez zjedlismy najlepszy jak dotad azjatycki posilek.Podczas kolacji spotkalismy nasza rodaczke, ktora z Londynu wyniosla sie na rok do Australii, a teraz, w drodze do domu (tylko jeszcze do konca nie wiadomo czy do Anglii czy do Polski) tula sie po poludniowo-wschodniej Azjii i Indochinach. Pozdrawiamy! 
 
Zostalismy tutaj zaledwie dwa dni, ale na prawde waro bylo tu przyjechac. Wkrotce wyruszamy do Inle Lake!