Przemierzajac Inle Lake
Podroz do Nyaunghwe (miasto-baza przy Inle Lake) byla zupelnie nietypowa jak na trampingowa wyprawe po Azji w klasie budget: wczesnym rankiem pod nasz guest house podjechala taksowka, ktora zawiozla nas na pobliskie lokalne lotnisko. Stamtad wspanialymi liniami Air Mandalay udalismy sie w kilkudziesiecio minutowa podroz do... Mandalay (?!), by po krotkim miedzyladowaniu dotrzec do Heho. Na lotnisku czekala na nas pani z tabliczka "Mr. Rybak + 2 persons", ktora zaprowadzila nas do samochodu, ktorym po blisko godzinnej podrozy dotarlismy pod brame naszego guest house'u. Zaiste azjatycki koszmar podrozniczy :) No coz, takie rozwiazanie zaoszczedzilo nam kilkunastogodzinnej jazdy w warunkach, w ktorych moglibysmy sie do konca "nie zmiescic". Aby dopelnic calosci ciezkiego dnia podrozy wyskoczylismy sobie rowerkami na hot springs - godzine jazdy na polnoc od miasta.
Nyaungshwe to rowniez przybytek turystow, podrozuja tu ludzie z calego swiata: Europejczycy, Amerykanie, Azjaci. Po raz kolejny zawierzylismy Lonely Planet w kwestii noclegu i w efekcie mielismy najlepszy, najtanszy, najwygodniejszy, etc. guesthouse w calej naszej podrozy po Birmie. Wspomne tylko, ze gdy popoludniu pojawialismy sie w jego okolicach, natychmiast zjawiala sie (chyba) corka szefa i z przepraszajacym spojrzeniem mowila: "Now I will prepare for you watermelon and chineese tea". Niesamowite. Wszystkim podroznikom polecamy Aquarius Inn!
Drugiego dnia wynajelismy lodke i wspolnie z Bozena i Adamem, z ktorymi wczesniej testowalismy lokalne whiskey, wybralismy sie na rejs po Inle Lake. O widokach nie wspominam - zobaczycie na fotkach. To miejsce tez ma swoj klimat. Waskie lodki, na ktorych mezczyzni wiosluja w charakterystyczny dla tego regionu sposob (nogami), floating market, liczne "plywajace" warsztaty, w ktorych wyrabia sie bizuterie, tka jedwabne szale, etc. A na koniec "Jumping Cat Monastery", w ktorym na prawde mnisi wytresowali koty, by na komende skakaly przez obrecz :)
Drugiego dnia wybralismy sie na trekking - pieciogodzinny spacer po okolicznych wioskach, w ktorych dawno temu zatrzymalo sie zycie.
Bylo wspaniale.
Nasza dwutygodniowa podroz po Birmie zakonczylismy w Yangon. Pomimo bardzo ciezkiej sytuacji politycznej ludzie pozostali soba - sa otwarci, przyjazni, pomocni. Czulismy sie bardzo bezpiecznie. Polecamy ten kraj wszystkim podroznikom. Dzieki obecnosci obcokrajowcow mieszkancy Birmy maja okazje dotknac innego zycia niz to, ktore znaja i wioda w odizolowanym od reszty swiata kraju.
Do zobaczenia Birmo!